Rozmowa która zmienia życie ...

W 2005 roku reporter Neil Strauss opublikował książkę The Game. Dzieło to miało na celu wyjaśnienie zasad panujących wśród tzw. artystów podrywu – mężczyzn, którzy uczyli się podrywać kobiety na zasadzie stosowania różnych mentalnych sztuczek, tytułowej „Gry”. Według teorii Straussa, w komunikacji damsko-męskiej nie było rozmowy czy porozumienia, była gra, dzięki której należało wkręcić drugą osobę w robienie to, czego oczekiwaliśmy.To traktowanie relacji międzyludzkich jako gry, którą musimy koniecznie wygrać, przenika wiele aspektów życia i nie dotyczy tylko konkretnych środowisk czy rodzajów związku. Gra pozwala zdystansować się emocjonalnie, traktować drugą osobę jako narzędzie do osiągnięcia celu, a wszystko, co robimy – jako narzędzie do rozpracowania tego narzędzia.

Dziesięć lat po publikacji Gry, Strauss wydał The Truth, Prawdę, opisując, jak Gra zniszczyła jego życie i pozbawiła go umiejętności nawiązywania znaczących relacji. Przyznał też, że niemożność przeprowadzenia znaczącej rozmowy wykańczała go emocjonalnie.

Idea rozmowy

Rozmowa jest podstawowym sposobem komunikacji międzyludzkich. Bez rozmowy nie byłoby cywilizacji. Dzieci wychowywane przez kontaktu z jakąkolwiek formą języka wyrastają na dorosłych ciężko niepełnosprawnych intelektualnie – aby rozwijać się, potrzebujemy rozbudowanych sposobów komunikacji z innymi ludźmi. Jesteśmy jedynym znanym gatunkiem, który opracował formę porozumiewania się pozwalającą na tak wszechstronne przekazanie własnych myśli.

Jak zapewne wielu czytelników domyśliło się już po wstępie, rozmowa nie zawsze jednak ma na celu jedynie przekazania informacji. Niektórzy wręcz sądzą, że sama komunikacja ma u człowieka rolę drugorzędną. W końcu przekazywać proste komunikaty potrafią nawet owady – pszczoły komunikują się tańcem, mrówki dotykiem odnóży. Według filozofów, zanim jeszcze dojdzie do rozmowy, człowiek kreuję maskę mającą na celu wywołanie u odbiorcy odpowiednich złudzeń. W takim ujęciu, rozmowa jest rodzajem symulakrum – pojęcia wprowadzonego przez Jeana Baudrillarda na symulacje tworzące własną wersję rzeczywistości. W czasie rozmowy ludzie nakreślają, symulują rozmówcy własny obraz – chcą wydawać się bardziej pewni siebie, profesjonalni czy wyluzowani.

Do pewnego momentu w tej grze pozorów nie ma niczego złego, ot, chcemy wzmocnić przekaz, używamy więc odpowiedniego tonu, mowy ciała, słownictwa. Uczymy się udawać. Problem rozpoczyna się, gdy rozmowa przeistacza się w pustą otoczkę pozorów, za którą nie stoi chęć komunikacji i porozumienia z drugą osobą. Wtedy wkraczajmy na tereny Gry, która z jednej strony łechce nasze ego, z drugiej – pozostawia nas wybrakowanymi emocjonalnie.

Jak prowadzić prawdziwą rozmowę

Aby zaszedł dialog, potrzebne jest porozumienie pomiędzy dwojgiem ludzi i jest to absolutna podstawa. Nie da się prowadzić dialogu z kimś, kogo celem nie jest właśnie prowadzenie dialogu. Przykładowo, weźmy sytuację – mamy skłóconych partnerów. Jedna osoba chce rozmawiać, dla drugiej natomiast rozmowa jest środkiem nie do rozwiązania konfliktu, ale do tego, aby ukazać swoją rację i emocjonalnie skrzywdzić partnera. Przykładowo, mąż wmawia żonie, że przesadza, bo ma okres i jej odbija (metoda manipulacji zwana gaslightingiem) lub przeciwnie, próbuje wzbudzić w niej fałszywe poczucie winy. Pomiędzy tym małżeństwem nie ma porozumienia nie tylko w kontekście kłótni, ale także samej istoty rozmowy.

Ludzie unikają prawdziwych rozmów, ponieważ zakładają one emocjonalną szczerość, a to wystawia ich na zranienie, w przeciwieństwie do wspomnianego wyżej symulowania. Widać to także w samym sposobie, w jaki najczęściej operujemy językiem – często jako zaletę stawia się „szczerość aż do bólu”, w kontekście „szczerość, ale tylko w swoich negatywnych aspektach”. Mało kto chwali się, że jest pozytywnie szczery, że potrafi komunikować swoje emocje.

Czy jednak to oznacza, że każda rozmowa pomiędzy ludźmi powinna być nade wszystko szczera i nastawiona na dialog? Cóż, nie do końca. Te wszystkie gry i symulacje są nam potrzebne w sytuacjach, w których chcemy się emocjonalnie odgrodzić lub kiedy istotą rozmowy niekoniecznie jest dialog. Gdy ktoś próbuje Cię oszukać, istotne jest niezostanie oszukanym, a nie porozumienie z oszustem.

 

 Wpływ rozmowy na innych

Aby więc rozmowa przyniosła skutek, musi przedrzeć się przez warstwy symulacji. Nie w każdym wypadku będzie to możliwe. Symulacje często mają odgrodzić nas emocjonalnie i przynieść krótkotrwałą satysfakcję na zasadzie podbicia ego. Tak jak Strauss w swojej Grze, symulujący często w ogóle nie widzą rozmówcy jako człowieka, z którym chcą zawrzeć dialog czy rozwinąć relację, a bardziej jako przedmiot, który trzeba za pomocą odpowiednich środków zmusić do konkretnego działania.

Jak więc rozpocząć dialog z takim człowiekiem? Przede wszystkim należy spytać samego siebie – czemu w ogóle chcemy to robić? Dobrze jest myśleć o sobie jako o uzdrowicielu ludzkich dusz, jednak próbując dotrzeć do kogoś, kto patrzy na nas przedmiotowo, wykonujemy syzyfową pracę. Za którą zapewne nie będzie żadnej nagrody. Która nie zmieni kompletnie niczego. Co więcej, wykonujemy za darmo pracę terapeuty i robimy to całkowicie na ślepo.

Gdy jednak ktoś rzeczywiście nas słucha, rozmowa staje się przeżyciem, które może mieć naprawdę wielki wpływ. Jeśli symulując odgradzamy się emocjonalnie, to rozmawiając, emocjonalnie rośniemy, zaspokajamy żądzę rozwoju i bliskości z drugim człowiekiem. Jako gatunek, u którego funkcja rozmowy wykracza poza komunikację, człowiek potrzebuję wsparcia psychicznego innych dla własnego dobrobytu psychicznego.

Słuchać… czy nie?

Co jednak, gdy ktoś pragnie dawać nam porady i odmienić nasze życie? Jak zwykle, kontekst jest najczęściej bardziej skomplikowany, niż byśmy sobie tego życzyli. Przykładowo, w książce „Mężczyźni objaśniają mi świat” Rebecca Solnit opisuje tendencję u mężczyzn do stawiania się w pozycji autorytetu, prowadząc niekiedy do sytuacji wręcz kuriozalnych, jak objaśnianie autorce znaczenia książki, którą sama napisała. Porady nie zawsze wynikają jedynie z dobrej woli – czasem po prostu ktoś jest przyzwyczajony, że nikt nigdy nie kwestionuje jego kompetencji. Mężczyźni średnio uważają się za bardziej kompetentnych niż kobiety, a więc częściej mają tendencję do zaniżania kompetencji rozmówcy i wywyższania swoich.

Z tego i innych powodów powinniśmy zawsze pytać – co kieruje tymi, którzy dają nam porady? Czy rzeczywiście wiedzą lepiej, są specjalistami w danej dziedzinie, czy kierują nimi dobre intencje? A może powtarzają mądrości zasłyszane na podwórku, wyczytane w Cosmopolitanie i CKM-ie? Niektóre porady mogą brzmieć logicznie, ale skonfrontowane z faktyczną wiedzą okazują się być bzdurą. Całe życie uczymy się rozmawiać, lecz także uczymy się słuchać, wyłapywać pożyteczne informacje i odrzucać wszystkie inne.

 

Może się wydawać, że koncepcja dialogu jest bardzo zagmatwana. I to w pewnym sensie prawda – rozmowa jest podstawowym budulcem sklejającym społeczności, od poziomu jednostek, do całych cywilizacji. Ma też niewiarygodne działanie destrukcyjne – zaczątkiem każdego linczu i wszystkich ludobójstw jest dehumanizacja, a ta ma swój początek w języku, jakiego używamy. Coś tak ważnego po prostu nie może być zbyt proste.